
Mikrosen nie wygląda jak zasypianie. Oczy zostają otwarte, ręce na kierownicy, a mózg na kilka sekund wypada z obiegu - i właśnie dlatego kierowca po wszystkim mówi, że „tylko na chwilę się zamyślił". Przy stu kilometrach na godzinę cztery takie sekundy to ponad sto metrów drogi przejechanych bez nikogo za sterami. Energetyk tego nie naprawia, bo działa na objaw, nie na przyczynę - a czasem wręcz pogarsza sprawę.


Kilkadziesiąt koni mechanicznych z jednej wizyty w warsztacie brzmi jak najtańszy tuning, jaki można sobie wyobrazić. Problem zaczyna się dalej: filtr cząstek stałych, zawór EGR i układ SCR zostają w samochodzie, a badanie techniczne czyta dziś sterownik, nie tylko obrotomierz. Da się dołożyć moc, nie zapychając układu oczyszczania spalin i nie tracąc dowodu rejestracyjnego - o ile wiadomo, gdzie jest granica.

Świadek wypadku ma kilka minut, w których jego decyzje znaczą najwięcej: dopóki nie dojadą służby, o bezpieczeństwie miejsca zdarzenia i o oddechu poszkodowanego decyduje ten, kto zatrzymał się pierwszy. Kolejność jest zawsze ta sama - własne bezpieczeństwo, zabezpieczenie drogi, telefon na 112, dopiero potem pomoc rannym. Warto ją znać, zanim się przyda, bo na uczenie się w trakcie nie ma wtedy czasu.

Bęben hamulcowy w nowoczesnym elektryku wygląda jak pomyłka magazyniera: konstrukcja kojarzona z tanimi kompaktami sprzed dekad trafia pod tylną oś aut za grube pieniądze. To jednak nie jest cięcie kosztów przebrane za ekologię, tylko konsekwencja prostego faktu — w samochodzie z rekuperacją tylne hamulce prawie nie pracują, a hamulec, który się nudzi, psuje się szybciej niż ten zajeżdżony. Norma Euro 7 dokłada do tego własny argument.

Spis treści
